
Dzisiaj parę słów i piosenka o najsłynniejszym marynarskim alkoholu o Grogu.
O słodką wodę na oceanie trudniej niż na pustyni. Coraz dłuższe oceaniczne rejsy wymagały gromadzenia na statkach coraz większej ilości wody. Tę zabierano na pokład w beczkach. No i pojawiał się problem. Już po kilkunastu dniach w beczkach z wodą rozwijały się glony i inne paskudztwa. Substancja jeszcze nie truła ale już do picia się nie nadawała. Podawano więc marynarzom piwo lub wino, aby po dodaniu do wody poprawić jej smak. No ale to nie rozwiązywało problemu. Piwo i wino też zajmowały w beczkach dużo przestrzeni. No i może wino nie koniecznie, ale piwo psuło się niewiele wolniej od wody.
Ratunek był na Karaibach. Krzysztof Kolumb w XV wieku przywiózł na Karaiby sadzonki trzciny cukrowej. Klimat okazał się dla rośliny idealny i plantacje trzciny zapełniły region. Ruszyła produkcja cukru. Wkrótce z melasy, produktu ubocznego, wytwarzano alkohol. A kiedy alkohol został poddany destylacji, powstały pierwsze nowoczesne rumy. I kiedy Karaiby zostały przejęte przez Koronę Brytyjską, flota brytyjska znalazła źródło mocnego alkoholu. Zaczęto marynarzom Royal Navy podawać rum.
Pojawił się kolejny problem. Racje rumu nie były duże, dziennie marynarz dostawał w dwóch porcjach pół pinty alkoholu. To jest około 280 mililitrów. Ale spryciarze potrafili przez parę dni zbierać i ukrywać przed oficerami zapasy, żeby potem upodlić się skumulowaną dawką. Proceder zagrażał dyscyplinie na pokładach Royal Navy. Trzeba było znaleźć rozwiązanie. W 1740 roku problem rozwiązał admirał Edward Vernon, wydał rozkaz, aby codzienna dawka rumu - pół pinty, to się nie zmieniło, była rozcieńczana kwartą wody. Proporcja więc wynosiła mniej więcej 1:4. Połowa przydziału była wydawana przed południem koło 11, a pozostała część po zakończeniu dnia pracy, czyli najczęściej podczas drugiej psiej wachty, pomiędzy 18 i 20. Taką pojedynczą porcję nazywano tot, czyli brzdąc. Marynarze odwdzięczyli się admirałowi nazywając jego pseudonimem alkohol. A jakiż to pseudonim? Admirał Vernon nosił słynny płaszcz z grogramu. Był z tego powodu nazywany „Old Grog” Starym Grogiem, a alkohol zyskał miano GROG właśnie.
Grog był podawany na statkach RoyalNavy przez 350 lat. Z czasem porcja malała, zawartość alkoholu też. W 1970 roku Izba Gmin zakazała podawania alkoholu w brytyjskiej marynarce. Ostatni dzień spożywania grogu, 31 lipca 1970 roku nazwany został Black Tot Day, dzień czarnego brzdąca. A następnego dnia 1 sierpnia podczas turnieju rycerskiego przed trybuną królewską marynarze w strojach z epoki wychylili toast – uwaga: coca-colą. I tak skończyła się historia grogu. Na okrętach RoyalNavy oczywiście. Bo trunek w wielu wariantach przetrwał jako koktajl. No i odcisnął swoje piętno na kulturze. W Australii jak i Nowej Zelandii, każdy alkohol niemalże nazywają grogiem, a sklepy z alkoholem grog shop. W języku angielskim „groggy” znaczy chwiejny, podpity. A Irlandczycy chcąc jedną sentencją podsumować wszystkie swoje wady mawiają „All for me grog”. I właśnie taki tytuł nosi dzisiejsza piosenka.
All for Me Grog to tradycyjna irlandzka pieśń ludowa. Ma nietypową historię. Zazwyczaj marynarze na swoje potrzeby adaptowali melodie lądowe wymyślając do nich słowa, najczęściej związane z życiem na morzu. W tym przypadku piosenka powstała na pokładzie żaglowca, jako taki forebitter, a następnie zeszła ochoczo po trapie na suchy ląd i opanowała wszystkie irlandzkie i nie tylko puby. Dziś jest chyba najpopularniejszą pieśnią nie bójmy się tego słowa: pijacką. Na wyspach mówią drinking song. No to kto nam najpiękniej zaśpiewa pijacką pieśń. Oczywiście, że ferajna brodaczy z Dublina.
Sail Ho
Audycja zawiera utwory:
"All fo Me Grog" w wykonaniu zespołu The Dubliners, słowa i muzyka: tradycyjne
@jarasaseasongi znajdziesz na Facebooku i YouTube 😊
No comments yet. Be the first to say something!